na patelni poddusić trzy ząbki młodego czosnku i pokrojoną ostrą papryczkę (nasion nie usuwam) z solą, kolendrą w proszku, oliwą i balsamico. pół główki sałaty posiekać grubo i wrzucić do duszenia na niezbyt długo - aż się zrobi miękka, ale nie rozgotowana. odparować sos do minimum. do tego makaron razowy - rurki. polać jeszcze oliwą.
sorry: zjadłem zanim zdążyłem zrobić zdjęcie.
this is my blog devoted to social issues, interventions, and various things going all around, but NOT to my artistic creation and professional activity. please do not confuse the two fields. thanks. ten mój blog poświęcony jest sprawom społecznym, interwencjom i rozmaitym zdarzeniom wokół, ale NIE mojej twórczości i pracy zawodowej. upraszam, by nie mylić tych dwóch dziedzin. dziękuję.
sobota, 29 maja 2010
poniedziałek, 10 maja 2010
wiosenny śniadanioobiad (= godz. 12:50)
1. kasza gryczana. podprażam na oliwie, zalewam wrzątkiem, gotuję z liśćmi bobkowymi, liśćmi curry, czosnkiem, zielem angielskim, owocami jałowca, solą, kolorowym pieprzem.
2. posiekane liście szpinaku i szczawiu (ale tych drugich tylko trochę, bo będzie za kwaśne).
3. trochę twarogu, najlepiej od gospodyni ze wsi - w sklepach jest bardzo zły, trochę śmietany (też wiejskiej).
4. wymieszać (na zdjęciach: przed i po), posolić do smaku.
5. spożywając wznosić okrzyki zadowolenia.
soczewica
jak wiadomo, soczewica nie jest zła i skłania do śmiałych czynów.
torebkę zielonej soczewicy wrzuciłem (po wypłukaniu) do wody z dwoma listkami bobkowymi, listkiem curry, kilkoma ziarnami jałowca i ziela angielskiego, solą. dodałem maleńki słoiczek przecieru pomidorowego, dwie posiekane cebule, dwa ząbki czosnku, pokrojoną zieloną paprykę, dwie ostre papryczki (od ikony i michała :)) i - trochę później - pokrojonego bakłażana (bo się szybciej gotuje). gotować do miękkości soczewicy, dolewając wody wedle potrzeb.
seriozna pycha.
natomiast papryczki, same w sobie morderczo ostre, dały potrawie bardzo niewiele, pozostawiając ostrość (choć bardzo osłabioną) w sobie. trzeba było je posiekać, żeby było piccante.
torebkę zielonej soczewicy wrzuciłem (po wypłukaniu) do wody z dwoma listkami bobkowymi, listkiem curry, kilkoma ziarnami jałowca i ziela angielskiego, solą. dodałem maleńki słoiczek przecieru pomidorowego, dwie posiekane cebule, dwa ząbki czosnku, pokrojoną zieloną paprykę, dwie ostre papryczki (od ikony i michała :)) i - trochę później - pokrojonego bakłażana (bo się szybciej gotuje). gotować do miękkości soczewicy, dolewając wody wedle potrzeb.
seriozna pycha.
natomiast papryczki, same w sobie morderczo ostre, dały potrawie bardzo niewiele, pozostawiając ostrość (choć bardzo osłabioną) w sobie. trzeba było je posiekać, żeby było piccante.
kapusta pekińska
na oliwie (z wytłoczyn) podprażam trochę kolendry, pieprzu kolorowego i kajeńskiego, suszonych owoców jałowca oraz kminu rzymskiego (akurat taki miałem). właściwie sporo. dolewam balsamico i starego, zoctowanego wina czerwonego, które przechowuję na takie okazje. następnie wrzucam poszatkowaną kapustę pekińską, dwa pokrojone pomidory bez skórki, sól. dusi się raczej krótko, nie więcej niż pół godziny. co do przypraw, trzeba dobrać proporcje - z pewnością można lepiej, niż ja to zrobiłem :)
byłem w niebie na obiedzie, jadłem tam jagły, matulu, jadłem tam jagły
kasza podprażona na oleju/oliwie i ugotowana z zielem angielskim i liśćmi bobkowymi (i pewnie liśćmi curry - nie pamiętam już). po ugotowaniu dodać obrane posiekane pomidory, drobno posiekane surowe pieczarki skropione wcześniej sosem sojowym, pietruszkę. najlepsze, w gruncie rzeczy, właśnie takie ciepło-zimne.
obiad
dwie kalarepy kroję na plasterki i duszę z cebulą, czosnkiem, solą, kapustą (resztka surówki od "turka"), asafetydą, kolendrą, pieprzem trójkolorowym i - odrobiną baraniny (też z kebaba). do tego pokrojone spaghetti, otręby, trochę oliwy.
sam na diecie
na ostatnio staram się jadać lekko, więc gotuję sobie sam, improwizując proste przepisy. będę je tutaj blogował, w szczególności wówczas, kiedy coś mi się uda. na początek trochę z ostatnich tygodni. howgh.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)