jak wiadomo, soczewica nie jest zła i skłania do śmiałych czynów.
torebkę zielonej soczewicy wrzuciłem (po wypłukaniu) do wody z dwoma listkami bobkowymi, listkiem curry, kilkoma ziarnami jałowca i ziela angielskiego, solą. dodałem maleńki słoiczek przecieru pomidorowego, dwie posiekane cebule, dwa ząbki czosnku, pokrojoną zieloną paprykę, dwie ostre papryczki (od ikony i michała :)) i - trochę później - pokrojonego bakłażana (bo się szybciej gotuje). gotować do miękkości soczewicy, dolewając wody wedle potrzeb.
seriozna pycha.
natomiast papryczki, same w sobie morderczo ostre, dały potrawie bardzo niewiele, pozostawiając ostrość (choć bardzo osłabioną) w sobie. trzeba było je posiekać, żeby było piccante.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz